Proszę, żeby się pan przedstawił i powiedział, w jaki sposób pańskie losy związane są z naszą szkołą.
Nazywam się Janusz Biernacki, mieszkam w Koszalinie, a moje losy związane są ze Szkołą Podstawową nr 7 na dwa sposoby. W roku 1955 rozpocząłem tutaj naukę. Właściwie to nie tutaj, bo budynek szkoły mieścił się wtedy przy ulicy Chełmońskiego 10. Tak się złożyło, że był to akurat pierwszy rok działalności tej szkoły. A po latach, dokładnie 18 listopada 2006 roku zostałem zatrudniony na stanowisku dozorcy, i tak zostałem tu aż do mojej emerytury w roku 2011 i nawet chwilę dłużej, bo do roku 2012 zastępowałem nieobecnego kolegę.
Widzę, że przyniósł pan ze sobą fotografie. Czy może pan powiedzieć coś więcej na ich temat?
To są bardzo stare zdjęcia z czasów, gdy byłem uczniem klas VI i VII. Na jednym z nich pozowała moja klasa podczas zimowej zabawy na świeżym powietrzu. Siedzimy na sankach pod górką przylegającą do dzisiejszego terenu szkoły, tam, gdzie obecnie znajduje się Miejski Zakład Wodociągów i Kanalizacji i ujęcie wody dla miasta.
Drugie zdjęcie to moja klasa podczas wycieczki do Gdańska. Zrobiono je prawdopodobnie na wzgórzu na półwyspie Westerplatte. Jest na tym zdjęciu ojciec jednego z uczniów, oficer Wojsk Ochrony Pogranicza, który umożliwił nam nocowanie na terenie gdańskiej jednostki wojskowej. Byliśmy na tej wycieczce trzy dni. Na zdjęciu widać też przyszłą dyrektor szkoły, Jadzię Tomaszewską, która chodziła ze mną do klasy.
Ale nie tylko to łączy pana z naszą szkołą. Proszę powiedzieć kilka słów o miejscu, na którym postawiono budynek będący dzisiejszą siedzibą “siódemki”.
Ten teren należał do gospodarstwa rolnego moich rodziców. Rosły tu wspaniałe drzewa owocowe, uprawialiśmy ziemię i chowaliśmy zwierzęta gospodarskie. Jednak na początku lat 70. rodzice sprzedali ziemię miastu, a sami musieli przenieść się wraz z dobytkiem na wieś. Transakcja związana była z planem posadowienia na tej ziemi budynku, w którym się znajdujemy. Szkołę zbudowano bardzo szybko, w przeciągu zaledwie jednego roku. Kilka lat potem obok powstało przedszkole. Także na ziemi, którą uprawiali moi rodzice.
Po przeniesieniu do tego budynku, szkoła jako “siódemka” odrodziła się, bo w międzyczasie przekształcono ją na kilka lat w Szkołę Ćwiczeń Liceum Pedagogicznego.
Czy gdy jako dorosły mężczyzna pracował pan na terenie szkoły, rozpoznawał pan miejsca swoich dziecinnych zabaw?
Są tutaj miejsca, które do dziś nie uległy większym zmianom, jak na przykład teren w okolicach skarpy za boiskiem piłkarskim, jednak większość tej ziemi bardzo się zmieniła. Pamiętam do dziś smak jabłek, gruszek i porzeczek, które tutaj rosły. Dziś już trudno o tak smaczne odmiany owoców. Pamiętam też ogrodzenie naszej ziemi oraz wiem dokładnie, gdzie stał dom oraz budynki gospodarcze i gdzie pasły się nasze zwierzęta. Dziś nie ma po tym śladu, pozostał jedynie w mojej pamięci. Tu wokół było zresztą więcej gospodarstw.
A proszę powiedzieć, co pan pamięta z tych pierwszych lat istnienia szkoły. Na przykład z budynku przy ulicy Chełmońskiego.
To był budynek dwupiętrowy, w którym dziś mieści się liceum. Na jego szczycie znajdowało się mieszkanie woźnego. Na samym dole, w korytarzu prowadzącym do sali gimanstycznej, była szatnia, którą potem przeniesiono bliżej stołówki. W szkole można było zjeść ciepły posiłek. Klasy były duże i jasne.
A czy z czasów, kiedy pan był uczniem, pamięta pan jakiegoś nauczyciela?
Jasne, że pamiętam. Pamiętam pana profesora Adamskiego. Jest pochowany na cmentarzu niedaleko mojego ojca. Uczył fizyki i jakoś najbardziej zapadł mi w pamięci.
Czym się różniła szkoła za czasów, gdy był pan uczniem, od szkoły dzisiejszej?
W jednej klasie było około 27-30 uczniów, pisaliśmy w zeszytach stalówkami maczanymi w atramencie, który stał w kałamarzu na każdym stoliku. Tablice były czarne i nauczyciele używali kredy. Wszyscy mieliśmy swoje podręczniki, które nosiliśmy w tornistrach. Na lekcjach był spokój. Siedzieliśmy przy stolikach. Było bardzo serdecznie. Niektórzy uczniowie oczywiście byli zadziorni, i tych się najczęściej wspomina. Do dziś wspominam moich kolegów i koleżanki. Z niektórymi sporadycznie mam kontakt. Nazwiska, które pamiętam, to Ula Glazik, siostry Gawrylczyk - córki woźnego, Jadzia Tomaszewska, Grażyna Skrzyniarz, Janek Cuckarew, Marian Sekulski, Ula Makowska. Podczas niedawnego pikniku
wpadłem na pomysł, że może warto z kolegami z klasy spotkać się po latach. Zwłaszcza, że część z nich nadal mieszka w okolicy.
Na koniec proszę powiedzieć, czego by pan życzył społeczności szkolnej z okazji jubileuszu 70-lecia.
Chciałbym powiedzieć, że doceniam fakt wychowania przez “siódemkę” tylu pokoleń porządnych ludzi, obywateli Koszalina i innych miast. Przygotowanie do życia tych wszystkich roczników, wyposażenie ich w podstawowe umiejętności. Życzę szkole wszystkiego dobrego. Będąc tutaj, mogę nie tylko wspominać podwórko i pola, po których chodziłem jako dziecko, ale także szkołę, która była początkiem mojej życiowej drogi. Miło byłoby, gdyby ktoś zapamiętał, że rodzina Biernackich miała związek z tym miejscem.

